wzór Haruni ściągnęłam kilka kilometrów włóczki temu.
nabierał mocy ustawowej, kiedy ja nabierałam umiejętności i doświadczenia z angielskimi skrótami.
do polskiego tłumaczenia też się dokopałam, ale zeszło mi ze startem masę czasu, bo przepis na pierwsze rzędy był dla mnie równie mglisty co listopadowe poranki.
nawet po polsku.
w końcu natknęłam się w sieci na dość uniwersalny sposób rozpoczynania chust i wygrzebałam z mojego worka włóczkę, którą też wieki temu kupiłam z myślą o tym konkretnym wzorze.
i oto jest!
ideał to to jeszcze nie jest, bo w polskim opisie było kilka błędów, które przez rosnącą liczbę oczek zauważałam kilka rzędów dalej i nie chciało mi się cofać.
jak doszłam do dużych liści, pomyłek w tym schemacie było już tyle, że co rusz mi się oczka ilościowo nie zgadzały, więc poszłam na żywioł i przerzuciłam się na oryginał.
mam jednakowoż nadzieję, że istniejące błędy zauważam li i jedynie ja :)
efekt finalny to ok. 130cm rozpiętości i 70cm mierzone po oczkach środkowych.
włóczka to 100% akryl - Zuza, ciemny fiolet 31.
współudział miały druty marki druty - rozmiar 3mm.
z powodu braku (miejmy nadzieję póki co) manekina, pleców, ramion i szyi użyczyła szwagierka (nie miała innego wyjścia).
natomiast prawowitym nosicielem będę ja.
do mojego dziewiarskiego cv dopisuję przy okazji powyższego nowe umiejętności:
- perfekcyjne wykonanie narzutów (raglan to była mini wprawka)
- i-cord bind off (chyba nie będę go nadużywać, bo strasznie jest dla mnie monotonne te 4 oczka w przód, 3 oczka w tył)
PS. a z całego motka Zuzy ostało się "aż" tyle:
piątek, 23 listopada 2012
czwartek, 15 listopada 2012
raglan testowy
swego czasu uznałam, że jestem już na takim stopniu wtajemniczenia, że mogę spróbować czy aby przypadkiem nie umiem stworzyć swetra.
ponieważ chciałam szybko ocenić efekty przyszłym nosicielem miał zostać młody ze względu na to, że nie trzeba wielu oczek, żeby młodego obstało.
okazało się, że coś o kształcie swetra stworzyć umiem.
nawet popełniłam swoje pierwsze narzuty na prawo.
niestety rozmiarówka mi się rypła nieco i młodego musiałam w toto ustrojstwo wciskać.
mój inżynierski zmysł, który podsunął mi pomysł na uniknięcie problemu z przechodzeniem łepetyny przez służący do tego otwór nie zesłał na mnie łaski pięknego wykończenia, stąd moja innowacja wygląda jak wygląda.
wtedy jeszcze nie za bardzo wiedziałam jak zrobić taki myk, żeby brzeg był wystarczająco elastyczny.
paski zielone, granatowe, czerwone i białe to kordonek z ciucholandu, pochodzenia niemieckiego.
na etapie tworzenia zaistniał jeszcze czarny pasek, ale nitka była po solidnych przejściach, bo mi się dosłownie rozsypała na drucie.
beżowy początek i koniec dzieła to teoretycznie najdroższa (póki co) nitka w mojej karierze - Sirdar Calico.
z tego co widziałam, na Allegro cena oscyluje powyżej 20zł.
w praktyce wygrzebałam nowiuśki motek z banderolą w ciucholandzie za 50 groszy(!).
do powstania sweterka przyczyniły się druty 4mm.
tak myślę, że przekażę go komuś posiadającemu mniej wyrośnięte dziecko.
bo spruć to tak jakoś szkoda.
___
tymczasem komplety kominowo-beretowe mają się coraz bardziej ku finiszowi, ale chwilowo obrzydło mi robienie w kółko jednego i tego samego.
zresztą przejścia z czwartym kominem (5 razy musiałam zaczynać od nowa, z przyczyn najróżniejszych) solidnie podniosły mi ciśnienie.
zrobiłam sobie małą odskocznię od tego i dłubię dla siebie fioletową Haruni - za 11 rzędów kończę schemat A.
btw przymierzałam się do niej od dłuższego czasu, ale zupełnie nie wiedziałam jak zacząć, bo polski opis był dla mnie wyjątkowo mętny i niezrozumiały.
dopiero na którymś blogu wpadł mi w oczy uniwersalny sposób rozpoczęcia chusty z oczkiem środkowym i się wzięłam za dzierganie.
na dodatek mam kolejną robótkę w planie, a to wszystko przez to, że jest mi już strasznie zimno przez tą wilgoć w powietrzu, a młodego bladym zimnym świtem do przedszkola odstawiać trzeba.
szukam więc jakiegoś znośnego wzoru na kapturo-szalik, bo w czapkach siebie jakoś nie widzę, a uszy marzną, że o ostatniej szarej komórce nie wspomnę.
ponieważ chciałam szybko ocenić efekty przyszłym nosicielem miał zostać młody ze względu na to, że nie trzeba wielu oczek, żeby młodego obstało.
okazało się, że coś o kształcie swetra stworzyć umiem.
nawet popełniłam swoje pierwsze narzuty na prawo.
niestety rozmiarówka mi się rypła nieco i młodego musiałam w toto ustrojstwo wciskać.
mój inżynierski zmysł, który podsunął mi pomysł na uniknięcie problemu z przechodzeniem łepetyny przez służący do tego otwór nie zesłał na mnie łaski pięknego wykończenia, stąd moja innowacja wygląda jak wygląda.
wtedy jeszcze nie za bardzo wiedziałam jak zrobić taki myk, żeby brzeg był wystarczająco elastyczny.
paski zielone, granatowe, czerwone i białe to kordonek z ciucholandu, pochodzenia niemieckiego.
na etapie tworzenia zaistniał jeszcze czarny pasek, ale nitka była po solidnych przejściach, bo mi się dosłownie rozsypała na drucie.
beżowy początek i koniec dzieła to teoretycznie najdroższa (póki co) nitka w mojej karierze - Sirdar Calico.
z tego co widziałam, na Allegro cena oscyluje powyżej 20zł.
w praktyce wygrzebałam nowiuśki motek z banderolą w ciucholandzie za 50 groszy(!).
do powstania sweterka przyczyniły się druty 4mm.
tak myślę, że przekażę go komuś posiadającemu mniej wyrośnięte dziecko.
bo spruć to tak jakoś szkoda.
___
tymczasem komplety kominowo-beretowe mają się coraz bardziej ku finiszowi, ale chwilowo obrzydło mi robienie w kółko jednego i tego samego.
zresztą przejścia z czwartym kominem (5 razy musiałam zaczynać od nowa, z przyczyn najróżniejszych) solidnie podniosły mi ciśnienie.
zrobiłam sobie małą odskocznię od tego i dłubię dla siebie fioletową Haruni - za 11 rzędów kończę schemat A.
btw przymierzałam się do niej od dłuższego czasu, ale zupełnie nie wiedziałam jak zacząć, bo polski opis był dla mnie wyjątkowo mętny i niezrozumiały.
dopiero na którymś blogu wpadł mi w oczy uniwersalny sposób rozpoczęcia chusty z oczkiem środkowym i się wzięłam za dzierganie.
na dodatek mam kolejną robótkę w planie, a to wszystko przez to, że jest mi już strasznie zimno przez tą wilgoć w powietrzu, a młodego bladym zimnym świtem do przedszkola odstawiać trzeba.
szukam więc jakiegoś znośnego wzoru na kapturo-szalik, bo w czapkach siebie jakoś nie widzę, a uszy marzną, że o ostatniej szarej komórce nie wspomnę.
czwartek, 25 października 2012
patent na otulacze
historia zaczyna się 4, o ile nie 5 lat temu.
kumpel nabywa w pasmanterii dwa motki - czarny i czerwony.
tymże sposobem wrabia mnie w popełnienie szalika dla swojej osoby.
jakoś tak brakło mi wtedy chęci czy motywacji.
projekt umarł na etapie 9-ego pasa, nie osiągnąwszy chyba nawet pół metra.
zresztą wtedy, dawno temu, moje umiejętności ograniczały się do oczka prawego i lewego, więc dziubałam go ściągaczem 2x2.
nie wspominając już o tym, że nabrać oczka na druty musiała mi mama, bo to była dla mnie czarna magia.
odleżało to ustrojstwo kupę czasu w reklamówce aż nabrało mocy urzędowej.
ja w międzyczasie nabrałam serca, umiejętności i dzięki jednemu kopniakowi zawzięłam się i wywiązałam z umowy.
sprułam ten już zrobiony kawałek i wymyśliłam, że zrobię otulacz ściegiem patentowym, w połowie czerwony, a w połowie czarny.
tym sposobem musiałam się nauczyć, co to takiego jest oczko wkłuwane.
szyję do zdjęcia udostępniłam póki co ja, ale może doczekam się kiedyś widoku na właścicielu :)
włóczka to jakiś akryl, ale z tych sztywnych, mocno splecionych.
dość donośnie mi trzaskał na drutach (5mm zresztą).
część czerwonej włóczki to Pearl, bo okazało się, że tą pierwotną utopiłam w większości w jakiejś innej robótce albo zgubiłam.
jednak jak się dobrze przyjrzeć, to jest lekka różnica w odcieniu, no i Pearl jest mimo wszystko bardziej miękka.
z rozpędu zmontowałam już jednokolorowy otulacz dla siebie.
zamówiłam kiedyś 2 motki turkusowego Kotka przez internet, bo brakło go akurat w pobliskiej pasmanterii.
ale po przybyciu paczki wyszło, że pomyliłam odcienie i zamówiłam bodajże 2212 zamiast 2210.
niby ćwierć tonu różnicy, ale w tym do czego tej włóczki potrzebowałam, rzucałoby się bardzo w oczy.
ale mam za to zapewnione ogrzewanie szyi, a jak się obrobię z zamówieniami, to drugi motek planuję przekształcić w mitenki. kiedyś :)
___
aktualnie produkuję 4 komplety beretowo-otulaczowe na zamówienie i ze wszystkich sił staram się, żeby mnie zima nie zastała.
ale skoro jutro ma padać śnieg, to się chyba nie wyrobiłam :)
kumpel nabywa w pasmanterii dwa motki - czarny i czerwony.
tymże sposobem wrabia mnie w popełnienie szalika dla swojej osoby.
jakoś tak brakło mi wtedy chęci czy motywacji.
projekt umarł na etapie 9-ego pasa, nie osiągnąwszy chyba nawet pół metra.
zresztą wtedy, dawno temu, moje umiejętności ograniczały się do oczka prawego i lewego, więc dziubałam go ściągaczem 2x2.
nie wspominając już o tym, że nabrać oczka na druty musiała mi mama, bo to była dla mnie czarna magia.
odleżało to ustrojstwo kupę czasu w reklamówce aż nabrało mocy urzędowej.
ja w międzyczasie nabrałam serca, umiejętności i dzięki jednemu kopniakowi zawzięłam się i wywiązałam z umowy.
sprułam ten już zrobiony kawałek i wymyśliłam, że zrobię otulacz ściegiem patentowym, w połowie czerwony, a w połowie czarny.
tym sposobem musiałam się nauczyć, co to takiego jest oczko wkłuwane.
szyję do zdjęcia udostępniłam póki co ja, ale może doczekam się kiedyś widoku na właścicielu :)
włóczka to jakiś akryl, ale z tych sztywnych, mocno splecionych.
dość donośnie mi trzaskał na drutach (5mm zresztą).
część czerwonej włóczki to Pearl, bo okazało się, że tą pierwotną utopiłam w większości w jakiejś innej robótce albo zgubiłam.
jednak jak się dobrze przyjrzeć, to jest lekka różnica w odcieniu, no i Pearl jest mimo wszystko bardziej miękka.
z rozpędu zmontowałam już jednokolorowy otulacz dla siebie.
zamówiłam kiedyś 2 motki turkusowego Kotka przez internet, bo brakło go akurat w pobliskiej pasmanterii.
ale po przybyciu paczki wyszło, że pomyliłam odcienie i zamówiłam bodajże 2212 zamiast 2210.
niby ćwierć tonu różnicy, ale w tym do czego tej włóczki potrzebowałam, rzucałoby się bardzo w oczy.
ale mam za to zapewnione ogrzewanie szyi, a jak się obrobię z zamówieniami, to drugi motek planuję przekształcić w mitenki. kiedyś :)
___
aktualnie produkuję 4 komplety beretowo-otulaczowe na zamówienie i ze wszystkich sił staram się, żeby mnie zima nie zastała.
ale skoro jutro ma padać śnieg, to się chyba nie wyrobiłam :)
czwartek, 18 października 2012
ratownictwo torebkowe
kiedyś w ciucholandzie zabrakło reklamówek.
nowego dobytku miałam sporo, więc wygrzebałam sobie dżinsową torbę, co by się zabrać z tym całym majdanem.
ten nabytek za złotówkę miał jedną wadę - ktoś potraktował go korektorem, kreśląc bardzo koślawe (czyt. zwyczajnie brzydkie) serce.
torebka pierwotnie pochodzi z Filipinki, sprzed około dziesięciu lat.
wiem, bo chciałam sobie kupić egzemplarz, ale zeszły na pniu i musiałam się wtedy obejść smakiem.
jednak i dekadę później przypadła mi niesamowicie do gustu.
ale żeby się z nią móc publicznie pokazać, trzeba było coś z tym bohomazem zrobić.
i wpadłam na pomysł, żeby przetrząsnąć domowe zapasy guzikowe.
wybrałam te co bardziej kolorowe, mniej więcej podobnego kalibru i przytwierdziłam, na tyle ile się dało korygując kształt serducha.
i voila!
nowego dobytku miałam sporo, więc wygrzebałam sobie dżinsową torbę, co by się zabrać z tym całym majdanem.
ten nabytek za złotówkę miał jedną wadę - ktoś potraktował go korektorem, kreśląc bardzo koślawe (czyt. zwyczajnie brzydkie) serce.
torebka pierwotnie pochodzi z Filipinki, sprzed około dziesięciu lat.
wiem, bo chciałam sobie kupić egzemplarz, ale zeszły na pniu i musiałam się wtedy obejść smakiem.
jednak i dekadę później przypadła mi niesamowicie do gustu.
ale żeby się z nią móc publicznie pokazać, trzeba było coś z tym bohomazem zrobić.
i wpadłam na pomysł, żeby przetrząsnąć domowe zapasy guzikowe.
wybrałam te co bardziej kolorowe, mniej więcej podobnego kalibru i przytwierdziłam, na tyle ile się dało korygując kształt serducha.
i voila!
czwartek, 11 października 2012
makówka z zygzakiem
kto powiedział, że Poppy to wzór tylko i wyłącznie dla kobitek?
mojemu męskiemu dzieciowi jak widać pasuje.
czapka popełniona w 2 dni, co jest moim osobistym rekordem w wydzierganiu czegokolwiek od początku do końca.
wykorzystałam włóczkę no name, wygrzebaną w ciucholandzie w postaci dwóch małych kuleczek, które połączyłam w podwójną nitkę.
skład nieznany, ale w dotyku wydaje się choć w pewnym stopniu mieszanką czegoś naturalnego.
góra robiona na drutach 5mm, ściągacz na 4mm, zakończony na 7mm.
pierwszy raz dobrze wykorzystałam technikę magic loop - tzn. idealnie dociągnęłam oczka gdzie trzeba.
naszywkę wycięłam ze starej czapki, w której dobry był tylko rozmiar, ale ten widniejący na metce.
okazało się, że nie sięgała nawet uszu młodego, więc bez żalu poddałam ją recyklingowi :)
mojemu męskiemu dzieciowi jak widać pasuje.
czapka popełniona w 2 dni, co jest moim osobistym rekordem w wydzierganiu czegokolwiek od początku do końca.
wykorzystałam włóczkę no name, wygrzebaną w ciucholandzie w postaci dwóch małych kuleczek, które połączyłam w podwójną nitkę.
skład nieznany, ale w dotyku wydaje się choć w pewnym stopniu mieszanką czegoś naturalnego.
góra robiona na drutach 5mm, ściągacz na 4mm, zakończony na 7mm.
pierwszy raz dobrze wykorzystałam technikę magic loop - tzn. idealnie dociągnęłam oczka gdzie trzeba.
naszywkę wycięłam ze starej czapki, w której dobry był tylko rozmiar, ale ten widniejący na metce.
okazało się, że nie sięgała nawet uszu młodego, więc bez żalu poddałam ją recyklingowi :)
niedziela, 7 października 2012
komplet Asicowy
miało być różowo, ale w granicach rozsądku.
trzeba było też pomyśleć, co zrobić w temacie szyjogrzejnym, skoro główna zainteresowana dostaje palpitacji jeśli szalik trzeba zawiązać albo kurtkę zasunąć pod samą brodę.
beret jest z grubsza wzorowany na Marteret by Truscaveczka - z grubsza, bo warkocze wyszukałam w książce z tysiącem splotów na druty i szydełko.
otulacz inspirowany wpisem Intensywnie Kreatywnej o oponkach i brzuszkach.
obydwie włóczki pochodzą z odzysku, z tego samego pasiastego szalika wygrzebanego w ciucholandzie, za oszałamiającą cenę jednego złotego.
guziki amputowałam staremu swetrowi nie nadającemu się do sprucia.
dłubałam całość na drutach 5mm z wyłączeniem ściągacza w berecie (4mm).
kokardka jest dlatego, że uznałam, że póki co kwiatek przekracza moje możliwości.
powyżej zbliżenie na pierwsze w mojej karierze warkocze.
pierwotnie ten z prawej miał wyglądać trochę inaczej, ale się zagapiłam już w drugim przeplatanym okrążeniu i zrobiłam tak samo jak w pierwszym.
piątek, 5 października 2012
dzień dobry
nazywam się Miśka i jestem anonimowym drutoholikiem.
mam już bloga ds. fotografii, a także kryptobloga od ciężkich myśli.
teraz mam też miejsce od chwalipięctwa dziewiarskiego.
pierwszy szalik popełniłam jakąś dekadę temu.
obecnie przeżywam renesans dziergania za sprawą drutów na żyłce, o których do niedawna nie wiedziałam, że istnieją.
posiadam pół dużej szafy włóczek, przeważnie z odzysku.
to co? zapraszam!
mam już bloga ds. fotografii, a także kryptobloga od ciężkich myśli.
teraz mam też miejsce od chwalipięctwa dziewiarskiego.
pierwszy szalik popełniłam jakąś dekadę temu.
obecnie przeżywam renesans dziergania za sprawą drutów na żyłce, o których do niedawna nie wiedziałam, że istnieją.
posiadam pół dużej szafy włóczek, przeważnie z odzysku.
to co? zapraszam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























